|
|

|
Wirtualny
personalny
Dyskusja redakcyjna "Personelu" o informatyzacji
administracji kadrowej
i zarządzania zasobami ludzkimi
Jak wybrać oprogramowanie wspierające zarządzanie
zasobami ludzkimi? Na co zwracają uwagę dyrektorzy
personalni? Co doradzają dostawcy oprogramowania? Jakie
problemy rodzi informatyzacja? - na te pytania szukali
odpowiedzi uczestnicy pierwszej wspólnej dyskusji
dwutygodnika "Personel i Zarządzanie" oraz
Polskiego Stowarzyszenia Zarządzania Kadrami.
W dyskusji uczestniczyli:
Joanna Karolczyk
- kierownik produktu SYMFONIA® Kadry i Płace, MATRIX.PL
SA,
Magdalena Konieczna
- konsultant SAP Polska Sp. z o.o.,
Jacek Moskalew
- moderator, niezależny konsultant, przedstawiciel PSZK,
Hanna Olpińska
- szef ds. zarządzania zasobami ludzkimi Classen-Pol SA,
Piotr Palikowski
- dyrektor biura PSZK, koordynator projektu "Informatyka
i ludzie",
Małgorzata Raciborska-Izdebska
- dyrektor personalny Raiffeisen Leasing Polska SA,
Gizella Skarżyńska
- konsultant Oracle Polska Sp. z o.o.,
Lidia Torbus
- kierownik zespołu ds. oprogramowania KOMA-eHR w firmie Koma
SA,
Michał Wróblewski
- menedżer ds. realizacji kontaktów Teta SA,
Paweł Berłowski
- dziennikarz "Personelu i Zarządzania".
Emocje
wyboru
Małgorzata Raciborska: - Nie ukrywam, że jedną z
przesłanek wyboru przez nas oprogramowania jest to, że...
oferująca je firma ma siedzibę w Warszawie. Jeśli nawet
inne oferty wydawały mi się kuszące, to przestraszyłam się
sytuacji, gdy potrzebny byłby konsultant-wdrożeniowiec i
trzeba byłoby go ściągać np. ze Śląska.
Lidia Torbus: - Przy dzisiejszych środkach
technicznych możliwe jest przecież połączenie przez
internet. Każdy z nas, informatyków może zajrzeć w
oprogramowanie klienta w każdej chwili. Czasem dłużej trwa
przejechanie do klienta, nawet w tym samym mieście niż pomoc
serwisowa udzielana on-line. Jeżeli klient otworzy
"bramkę", to można sprawdzić, co się z systemem
dzieje. Pomijam oczywiście aspekty związane ze wszystkimi
zabezpieczeniami i ograniczeniami prawa, które można rozwiązać
informatycznie i poprzez odpowiednie umowy o poufności
danych.
Małgorzata Raciborska: - Jesteśmy akurat firmą
oferującą leasing, więc nie możemy nikogo dopuszczać do
danych gromadzonych w naszych bazach. Do tego stopnia, że
pracownicy działu kadr sami przygotowują dla kierownictwa
firmy raporty z zasobów gromadzonych w naszym kadrowym
systemie informatycznym.
Raporty
w ręce interpretatorów
Jacek Moskalew: - Pani firma jest agendą banku, gdzie
istotna jest sprzedaż, a pracownicy są zdecydowanie
kontrolowani pod względem ich aktywności finansowej. Inna będzie
sytuacja w firmach produkcyjnych, gdzie koszty personalne są
zupełnie inaczej traktowane...
Małgorzata Raciborska: - Jeszcze inaczej jest w
firmach konsultingowych. Dla nas np. miernik efektywności
czasu jest pojęciem dosyć ulotnym, podczas gdy tam występuje
duża liczba ludzi sprzedających swój czas rozpisany na
klientów. W mojej firmie koszty związane z działalnością
pracowników przekładają się bardzo konkretnie na program
kadrowy, bo wszelkie związane z tym informacje przechowywane
są w programie kadrowym dla potrzeb raportowania służbom
finansowym i kierownictwu firmy.
Gizella Skarżyńska: - To jest chyba normalną koleją
rzeczy w obszarach kadrowo-płacowych. Dlatego współczesne
systemy są zawsze wzbogacone w generator raportów - narzędzie,
które daje osobie, która nie jest informatykiem, możliwość
zbudowania w miarę dowolnego zestawienia, zebrania informacji
i analizowania. Na tym polega siła systemu, że możemy wyciągnąć
z niego informację, przetworzyć i pokazać tak, jak chce
zarząd. I teraz zespół wdrożeniowy powinien umieć
przekonać swoich bezpośrednich klientów, kluczowych użytkowników,
że to narzędzie wcale nie jest takie trudne, a przede
wszystkim skraca czas pracy.
Magdalena Konieczna: - Oprócz dostarczania w systemie
narzędzi do samodzielnego raportowania, to właśnie system,
a nie dział personalny, powinien być źródłem raportów.
Osobom, których praca wymaga czerpania informacji z obszaru
kadrowego, należy umożliwić - poprzez narzędzia, portale
czy dostęp do systemu - samodzielne wykonywanie raportów.
Gizella Skarżyńska: - Obecny trend w budowie systemów
polega na tym, że coraz więcej ich możliwości oddaje się
we władanie interpretatorów. Baza danych jest wspólna,
natomiast każdy może czerpać z niej te informacje, które są
mu potrzebne, które są związane z jego bezpośrednią pracą.
Hanna Olpińska: - Częstym rozwiązaniem w wielu firmach jest
obdarzanie zaufaniem kierowników, którzy przecież powinni
analizować wyniki swoich podwładnych. U nas w firmie można
w każdej chwili przeliczyć dokładnie miejsca powstawania
kosztów na danego pracownika, dany dział, każdy wskaźnik
osobno itd.
Małgorzata Raciborska: - Na razie filozofia w mojej
firmie jest taka, że dane są poufne i pozostali kluczowi użytkownicy
dostają jedynie przetworzoną już informację. To oczywiście
wymusza na pracownikach kadr przetwarzanie ogromnych ilości
danych.
Joanna Karolczyk: - Często takie podejście wynika z
oporu zarządu. Wdrożeniowiec może przekonać osobę
wykorzystującą program kadrowo-płacowy, że jest to doskonałe
narzędzie analityczne. Natomiast bardzo trudno jest przekonać
do korzystania z niego osoby zarządzające firmą, które chcą
na ogół dostać gotowe zestawienie i nie wnikać, jak ono
powstaje - nawet jeżeli są to proste narzędzia.
Małgorzata Raciborska: -Nie tylko zarządy stronią od
zagłębiania się w alchemię tworzenia analiz. Na studiach młodzi
ludzie uczą się psychologii, ekonomiki, natomiast nie mają
pojęcia, jak działa komputer. Uważają, że jest to cudowne
narzędzie, które samo wszystko zrobi! Tymczasem program
kadrowy jest tylko instrumentem do przechowywania i
przetwarzania informacji, natomiast na pewno nie potrafi myśleć.
Informatyczne
systemy HRM a zmiana procesów
Magdalena Konieczna: - Często dostrzegam, że wdrożenie
zintegrowanego systemu traktowane jest jako poważne przedsięwzięcie
informatyczne, nie zaś jako pewien element procesu zmiany.
Tymczasem to jest okazja, aby przede wszystkim przeanalizować
procesy, które działają w przedsiębiorstwie i popatrzeć,
czy może przy użyciu nowego systemu nie można ich
zrealizować zupełnie inaczej - zoptymalizować. Często
zdarza mi się słyszeć opisy sytuacji, kiedy osoby, które
wdrażają system informatyczny, nie mają doświadczenia
wystarczającego do tego, aby zaproponować dobre rozwiązanie.
Efektem tego, jest odtworzenie wszystkich procesów i
funkcjonalności realizowanych przez poprzedni system. Nowy
system ma - owszem - trochę więcej możliwości, może ładniej
wygląda, może ma dodatkowe raporty, ale utrwala
organizacyjne status quo.
Ważne jest, żeby w trakcie kilkumiesięcznego procesu wdrożeniowego
- bo taki jest czas trwania przeciętnego projektu -
przeanalizować dotychczasowe procesy biznesowe, przebudować
je w razie konieczności, a przede wszystkim przygotować
ludzi na zmianę, która zajdzie w przedsiębiorstwie. Właściwie
każdy ma jakieś obawy. Ludzie boją się, że stracą pracę,
że ich pozycja będzie mniej znacząca. Pracownicy często są
bardzo przywiązani do sposobu, w jaki realizują zadania, boją
się problemów z opanowaniem nowego narzędzia, a w
konsekwencji problemów z realizacją codziennych zadań.
Lidia Torbus: - W momencie, kiedy wchodzi taki projekt
informatyczny zawsze zachęcam klientów do tego, by
zastanowili się, jak wyobrażają sobie idealne działanie
systemu.
Magdalena Konieczna: - Czasami jednak klienci nie są w
stanie zaprezentować swojej wizji, wtedy bardzo ważne jest
doświadczenie konsultantów. Jeżeli konsultant ma duże doświadczenie,
uczestniczył w realizacji wdrożenia w 10-20 dużych
organizacjach, to jest w stanie zaproponować rozwiązania, o
których klient nieraz nawet nie pomyśli. Konsultant staje wówczas
na pozycji zaufanego doradcy.
Lidia Torbus: - Oczywiście, ale największym osiągnięciem
konsultanta jest spowodowanie, aby klienci uznali, że to jest
ich rozwiązanie, oni je wymyślili i jest ono dla nich
najlepsze. W tej chwili na przykład w większości firm,
gdzie robimy wdrożenia, udało się przekonać użytkowników
do rozproszonej rejestracji danych. Obecnie nawet brygadziści
wprowadzają dane dla choćby dziesięciu swoich pracowników
i potem mogą zrobić dla nich analizę, której potrzebują.
Mogą im zarejestrować czas przepracowany w podziale na
centra kosztów czy zlecenia, przyznać nadgodziny lub premie.
Te dane są potem jedynie zbierane, a rola działu
personalnego może się skupić na tym, co działy personalne
lubią najbardziej, czyli na rekrutacjach, ocenach itp.
Kontakt
przez ekran
Piotr Palikowski: - W jaki sposób przekonać ludzi w
firmie do tego, że dzięki systemowi można ułatwić sobie
pracę? Mogąc załatwiać wnioski urlopowe elektronicznie,
pracownicy często i tak wolą pójść do działu
personalnego. Po co w takim razie system?
Gizella Skarżyńska: - Podobną sytuację przeżyliśmy
i w naszej firmie. Po prostu któregoś pięknego dnia ktoś użył
odpowiedniego przełącznika, pewne funkcje nagle stały się
dla nas dostępne, natomiast osoba, która zajmowała się np.
zbieraniem od nas papierowych dokumentów, została przesunięta
do innej pracy. Po tygodniu, kiedy wszyscy zgrzytali zębami,
okazało się, że to jest znakomite. Tego typu działanie
sprawdza się zwłaszcza w firmach rozproszonych, gdzie jest
dużo oddziałów, albo w firmach, w których personel dużo
podróżuje.
Jacek Moskalew: - Można też wprowadzić taką zmianę
nie od razu w całej, ale w jakiejś części firmy. A potem
się okazuje, że to działa i już wszyscy godzą się
komunikować komputerowo.
Małgorzata Raciborska: - W mojej firmie pracuje bardzo młody
zespół - średnia wieku nie przekracza 27 lat, pomimo tego z
trudem akceptują elektroniczny obieg informacji. Nadal panuje
kultura telefonu komórkowego i osobistego załatwiania spraw.
Jacek Moskalew: - Ponieważ jestem humanistą, więc był
taki czas, kiedy myślałem, że to bardzo cenne, iż załatwiamy
sprawę z tą konkretną osobą, widzimy się. Potem przekonałem
się, że ważniejsze jest to, że sprawę załatwiamy szybko
skutecznie, choć się nie widzimy.
Lidia Torbus: - My jesteśmy firmą informatyczną i
nawet w procesie wprowadzania nowego pracownika pojawiają się
na ekranie dyspozycje: tu masz e-maila, tu delegacje, tu to,
tu tamto. Nasza koleżanka, osoba niezwykle towarzyska, kiedy
zobaczyła takie powitanie, stwierdziła: "Jezus, Maria!
Jestem Robocopem!" - i po prostu chciała uciec. Potem
doceniła to, że musi załatwiać wiele rzeczy
elektronicznie, bo dzięki temu może łatwiej sama sobie
przypomnieć, z kim i o czym korespondowała. Gdzieś pewnie
jednak pojawia się już ta granica, za którą człowiek może
się poczuć Robocopem.
Magdalena Konieczna: - Umożliwienie pracownikowi składania
wniosków urlopowych, kontrolowania własnego czasu pracy, oglądania
swoich pasków płacowych przez internet w żaden sposób nie
uniemożliwia działowi kadrowemu posiadania dobrego kontaktu
z zatrudnionymi. Jeżeli jedynym sposobem kontaktu działu
kadrowego z pracownikiem jest podpisanie wniosku urlopowego,
to ja bym naprawdę nie chciała pracować w takiej firmie.
Poprzez wdrożenie zintegrowanego systemu, który automatyzuje
realizację powtarzalnych procesów, dział personalny zyskuje
możliwości, aby właśnie dzięki takim narzędziom, jak
szkolenia, warsztaty, oceny okresowe i cała miękka część
zarządzania nawiązać bezpośredni kontakt z zatrudnionymi
pracownikami.
Hanna Olpińska: - Najważniejsza jest kultura
organizacyjna. W mojej firmie większość dokumentów (ok. 95
proc.) powstaje i jest przekazywanych elektronicznie,
natomiast ja mogę z ręką na sercu powiedzieć, że kontakt
z pracownikami jest bardzo dobry. Rozmawiam z nimi regularnie.
I to nie tak, że zmuszamy się do rozmów, ale ludzie
przychodzą do mnie ze swoimi prawdziwymi problemami, a nie żeby
mnie zobaczyć tylko w momencie tych pięciu sekund, kiedy mi
przekazują kartę urlopową. Ale każdy z nas wie, jakiej
wagi sprawy i jak szybko załatwiamy e-mailem. Pomimo
zaawansowanej informatyzacji można mieć dobry kontakt z
pracownikami i zdrową kulturę organizacyjną.
Lęki
kadrowca i żarłoczne systemy
Piotr Palikowski: - Kiedy pojawia się wdrożenie
kadrowo-płacowego systemu informatycznego panie, które do
tej pory spokojnie pracowały w dziale rachuby płac wypisując
różne wnioski i formularze, po prostu boją się, że stracą
pracę...
Joanna Karolczyk: - Redukcja zatrudnienia bywa
konsekwencją wdrożenia systemu wspomagającego zarządzanie,
a nierzadko wpisana jest wręcz w założenia projektu. Zauważmy,
że zastąpienie większości funkcji administracyjnych rozwiązaniami
intranetowymi, które w dużej mierze wymuszają samoobsługę,
oznacza brak pracy dla pracownika administracyjnego działu
kadr. Ale jeśli firma docenia znaczenie miękkiego zarządzania,
wtedy właśnie dział personalny może zacząć zajmować się
tym, czym powinien - rekrutacją, ocenami, motywacją,
kompetencjami.
Małgorzata Raciborska: - Żeby wykorzystać nasze bazy
danych w sposób pozwalający na sensowne zarządzanie ludźmi,
należy umiejętnie korzystać z tych baz. Nadal jednak
programy kadrowe służą głównie do przechowywania danych -
a więc całą robotę niezależnie od wyboru oprogramowania -
wykonuje użytkownik.
Gizella Skarżyńska: - Każda z firm - potencjalnych
klientów tłumaczy: "Bo my jesteśmy specyficzni".
I mają rację! Trudno jest porównać dwie instalacje tego
samego produktu. Stąd znaczenie elastyczności, bo system
powinien się dostosowywać do zmian. Tylko że konsekwencją
elastyczności jest brak gotowych rozwiązań - mamy tylko
narzędzie, z którego budujemy sobie rozwiązania. I tu
odpowiedzialność za końcową funkcjonalność aplikacji
rozkłada się na obie współpracujące ze sobą strony:
konsultantów firmy wdrażającej i przedstawicieli klienta.
Dobrze skonfigurowany, elastyczny system jest w stanie przyjąć
dowolną ilość informacji w dowolnych kategoriach. Czyli jak
użytkownik chce, żeby przy informacjach o pracowniku był
rejestrowany numer kołnierzyka, buta, kolor oczu - to jest; w
układzie alfabetycznym, według ważności - nie ma problemu.
Natomiast później jest konsternacja: a dlaczego tu nie ma
danych? Klienci zapominają, że jeżeli rozbudują model
informacyjny, to mogą mieć problem z jego utrzymaniem.
Potrzebny jest więc zdrowy rozsądek.
Michał Wróblewski: - Mówiliśmy wcześniej, że wdrożenie
systemu może się wiązać ze zwalnianiem ludzi. To jest ten
pierwszy odruch zarządu: "W takim razie ograniczymy o połowę
zatrudnienie". Potem nagle się okazuje, że ktoś musi
te numery kołnierzyków, butów, kolory oczu itd. do systemu
wprowadzać i okazuje się, że jest do tego za mało ludzi,
bo przecież trzeba ten system danymi karmić. Po zmianach nie
liczy płac 20 osób, jak kiedyś, tylko trzy, ale te pozostałe
17 wprowadza dane i je analizuje. Ponieważ, żeby powstał
interesujący dla menedżera raport, trzeba najpierw zgromadzić
dane.
Konsultanci
a komunikowanie zmiany
Piotr Palikowski: - Czy w pakiecie firm oferujących
oprogramowanie znajduje się coś takiego, jak komunikacja
zmiany?
Gizella Skarżyńska: - Już w pierwszych dokumentach
projektowych mówimy, że wdrożenie systemu informatycznego
MOŻE spowodować konieczność zmiany procesów obowiązujących
w firmie. W wielu przypadkach wdrożenie systemu jest znakomitą
okazją do przeglądu bieżących procesów kadrowo-płacowych
i wprowadzenia ewentualnych zmian.
Michał Wróblewski: - Uważam, że nie jesteśmy do końca
stroną uprawnioną, by komunikować pracownikom klienta
zmiany. Tłumaczyć ich sens, uspokajać. Nasz głos, jako
firmy zewnętrznej, nie ma takiego znaczenia, jak głos z wnętrza,
od menedżmentu firmy. Choćbyśmy zapewniali pracowników, że
"to jest tylko wdrożenie, proszę się nie bać,
wszystko będzie dobrze" - nie dadzą nam wiary. Głos
menedżmentu świadczy też, o jego dojrzałości do
wprowadzenia zmian i ich wizji.
Magdalena Konieczna: - Jednym z najprostszych elementów
komunikowania zmiany są szkolenia prowadzone dla użytkowników
końcowych spoza zespołu wdrożeniowego. Na pewno czuję się
odpowiedzialna za to, żeby te szkolenia, które przeprowadzają
członkowie zespołu - a więc pracownicy klienta - były
przeprowadzane dobrze. Staram się wspierać osoby, które je
prowadzą tak, aby były jak najlepiej odbierane przez przyszłych
użytkowników. Kolejnym ważnym elementem jest komunikowane
podczas całego projektu jego postępów osobom bezpośrednio
niezaangażowanym, zapraszanie ich w roli ekspertów do pracy
w zespole wdrożeniowym.
Gizella Skarżyńska: - Jest rzeczą ludzką żywić
obawy przed czymś nowym. Już w trakcie wstępnych rozmów z
klientem można wywnioskować, że pracownicy obawiają się
wdrożenia. Konsultant powinien przekonać przyszłych użytkowników
do idei wdrożenia, choćby przez uzmysłowienie im, że ich
kompetencje znacznie wzrosną.
Kilka
porad dla kupujących
Piotr Palikowski: - Co można doradzić klientowi, który
stoi przed wyborem oprogramowania? Na jakie elementy powinien
zwrócić uwagę?
Michał Wróblewski: - To, co by należało doradzić,
to jedno, a co decyduje o wyborze systemu, to drugie. Jako
pierwsze - na pewno bym doradził wybór partnera, bo to jest
wybór na lata (przynajmniej trzy). Jako drugie - elastyczność.
Wreszcie trzecie - serwis. O wyborze decyduje jednak bardzo często
cena.
Staranny wybór sprawdzonego przez innych, wiarygodnego
partnera jest podstawą. Daje to klientowi szanse na szukanie
wspólnie z dostawcą najlepszych rozwiązań dla jego
organizacji, możliwość dostosowania produktów do potrzeb różnych
klientów, otwartość firmy dostarczającej oprogramowanie na
opinie i sugestie klienta, a co za tym idzie rozwijanie
produktu w kierunku, jakiego oczekują klienci. Partnerstwo ma
wtedy tę zaletę, że system rozwija się poprzez wymianę doświadczeń
dostawcy i klienta. Klient ma szansę i możliwości wpływania
na rozwój oprogramowania.
Po drugie - elastyczność, czyli możliwość dostosowania
oprogramowania zarówno do zmieniających się procesów w
firmie, jak i nadążanie oprogramowania za rozwojem firmy.
Oprogramowanie, nie powinno być w takim przypadku sztywnym
gorsetem, który raz sparametryzowany nie daje się, zmienić.
Oprogramowanie elastyczne pozwala też firmie na rozwój,
rozrost. Jeżeli dziś mam oprogramowanie dla 500 pracowników,
to jeżeli po pięciu latach będzie ich 5000, to dalej moje
oprogramowanie sobie z tym poradzi. I to jest ta druga strona
elastyczności. Elastyczność to także możliwość
dopasowania systemu do indywidualnych potrzeb klienta.
Po trzecie - serwis. Technologia przychodzi nam dziś z pomocą
i nie musi to być serwis w siedzibie klienta, coraz częściej
jest to serwis zdalny, ale przecież dobrze, jeżeli to
zaplecze informatyczne, konsultacyjne jest blisko. Ten serwis
to także sprawność i zdolność konsultantów, programistów
do znalezienia dla klienta najlepszego rozwiązania problemu,
jeżeli tego rozwiązania potrzebuje.
Małgorzata Raciborska: - Zapytałabym jeszcze o
dodatkowe moduły. Jeżeli dziś kupuję moduł systemu HRM i
całkowicie to mi wystarcza, to czy w momencie, kiedy będę
chciała dokupić dodatkowe moduły, uda się to bez większych
komplikacji? Natomiast zdarzają się też inne sytuacje. Chcąc
kupić program kadrowy przez przypadek się dowiedziałam, że
nie będzie on działał, jeżeli nie kupię u tego samego
dostawcy modułu finansowego. Nie było to zbyt uczciwe działanie
firmy informatycznej.
Magdalena Konieczna: - Bardzo ważna jest kwestia
bezpieczeństwa projektu, która pojawia się w momencie
zakupu programu i wdrożenia. Warto więc, by klient zwrócił
uwagę na doświadczenie dostawcy, na to, czy produkt sprawdził
się na świecie i czy jest zgodny z polskimi przepisami
prawnymi. Czy dostawca gwarantuje ciągłą zgodność z
prawem? Ważne jest również, aby klient miał możliwość
bezpośredniego, stałego, łatwo dostępnego serwisu, by w każdej
sytuacji czuł się bezpiecznie. Warto również zwracać uwagę
nie tylko na doświadczenia na polskim rynku, ale i międzynarodowe.
Dzięki nim klienci mogą liczyć na rozwiązania, które
wyprzedzają sytuację i trendy w Polsce. Kluczowe dla
powodzenia projektu są doświadczenia konsultantów - ludzi,
którzy uczestniczą w projekcie. To właśnie dzięki nim możliwy
jest wartościowy przepływ wiedzy biznesowej oraz wsparcie w
decyzjach strategicznych. Kolejna rzecz: czy produkt umożliwia
odciążenie działów kadrowych poprzez rozproszenie
wprowadzania danych, czy i jak się rozwija. I w końcu - czy
firma ma już w Polsce klientów, którzy z powodzeniem
wykorzystują system i mogą udzielić referencji, czy daje możliwość
realnego wpływu na rozwój produktu oraz możliwość wymiany
wiedzy i doświadczeń z innymi klientami tego samego
dostawcy.
Paweł Berłowski: - Czy mogłaby Pani podać jakiś
przykład takich systemów kadrowych w oprogramowaniu, które
funkcjonują w innych krajach, a u nas jeszcze nie?
Magdalena Konieczna: - Nasz system zawiera możliwości,
które obecnie rzadko uruchamiamy u naszych klientów, bo oni
jeszcze nie czują takich potrzeb. Np. zarządzanie benefitami
(systemy kafeteryjne) dla pracowników. Już dziś możemy się
wesprzeć doświadczeniami np. ze Stanów Zjednoczonych, gdzie
jest to moduł bardzo szeroko wykorzystywany. Bardziej
rozpowszechnione w Polsce, ale i tak wciąż rzadkie, są
wszelkie narzędzia planowania sukcesji i zarządzania ścieżkami
kariery.
Joanna Karolczyk: - Sugerowałabym klientom, żeby nie
przesadzili z elastycznością. Jeżeli oferujemy komuś potężne
oprogramowanie, a firma zatrudnia 60 osób i nie planuje poważnych
zmian zatrudnienia w przyszłości, to nie ma sensu oferować
bardzo zaawansowanych systemów zarządzania. Warto też zwrócić
uwagę na możliwość prostego dostosowania aplikacji do
swoich potrzeb przez samego użytkownika, tak aby mógł on
np. bez trudu definiować dowolne zestawy danych, które są
mu potrzebne, a których nie ma w standardzie. W polskich
warunkach ważna jest szybkość aktualizacji, bo zwykle jesteśmy
zaskakiwani zmianami prawnymi. Wiemy, że 90 proc. systemów
obsługuje podstawowy zakres procesów kadrowo-płacowych, ale
nie wszystkie robią to tak samo dobrze. Bardzo ważne jest,
żeby te podstawowe procesy były maksymalnie zautomatyzowane,
proste do zrozumienia dla użytkownika.
Czy
istnieje dobre demo?
Małgorzata Raciborska: - Skoro pracujemy z komputerami
już kilkanaście lat, najczęściej mamy pewne nawyki, chociażby
przyzwyczajenia do formy graficznej. Tymczasem poszukując
systemu HRM nie mogłam się doprosić u dostawców o wersję
demo, bym mogła obejrzeć oferowany program.
Magdalena Konieczna: - Preferowaną przez nas formą
zapoznania się z systemem jest spotkanie z naszymi klientami
i możliwość obejrzenia działającego rozwiązania oraz
prezentacja na posiadanych przez nas systemach
demonstracyjnych. Najlepszą demonstracją możliwości
systemu i jego wpływu na organizację jest opinia klientów z
tej samej branży korzystających z naszych rozwiązań.
Joanna Karolczyk: - Nasza firma standardowo nie oferuje
wersji demo zaawansowanych programów wspomagających zarządzanie,
natomiast ogólnie dostępne są wersje demo programów dla średnich
i mniejszych firm.
Małgorzata Raciborska: - Mnie chodzi o to, jak ten
program prezentuje się na ekranie, jak wyglądają plansze i
menu.
Jacek Moskalew: - To prawda, że chcemy poznać nie
tylko możliwości danego produktu, ale chcemy też się z nim
oswoić.
Nie
porównywać jabłek z gruszkami
Gizella Skarżyńska: - Kiedy klient już odrobił pracę
domową i rozpoznał (sam czy z pomocą zewnętrznych
konsultantów) własne potrzeby - przynajmniej z grubsza - ma
jeszcze przed sobą kwestię wyboru klasy systemu. Jest to
fundamentalna decyzja: czy chcemy kupować samochód klasy wyższej
czy klasy malucha. Takie mamy potrzeby, jakie mamy pieniądze.
I nie szukajmy, nie porównujmy systemów klasy zintegrowanego
ERP z systemami typu "Obsługa małej firmy". One
oba są bardzo dobre, ale każdy w swojej klasie. Jest to porównywanie
jabłek z gruszkami. Jeżeli klient ma 12 tys. pracowników,
to do tego drugiego typu systemów po prostu nie pasuje.
Natomiast w obrębie klasy bardzo się liczy rozwojowość
systemu - żeby nie kupować takiego, który jest oparty na
technologii, która np. się nie rozwija albo jest niszowa.
Lepiej, aby system był zrobiony w ogólnie dostępnej
technologii informatycznej. Jeżeli trzeba będzie dodać np.
nowy raport, to własny informatyk z powodzeniem sobie wtedy
poradzi, bez udziału konsultanta zewnętrznego. Kolejne
kwestie to wiarygodność finansowa - dostawcy i firmy wdrażającej
- kompetencje zespołu wdrożeniowego, sprawnie działający
help-desk itp.
Michał Wróblewski: - Czy klasa systemu łączy się
automatycznie z marką, czy należy rozdzielać te dwa pojęcia?
Gizella Skarżyńska: - Marka to jest kwestia wytwórcy.
Natomiast klasa systemu określa, do jakiego segmentu jest
skierowany - czy dla dużych firm, czy małych. Po prostu przy
dużych grupach ludzi inaczej się rozkłada koszt wdrożenia
systemu na jednego pracownika, inne są też oczekiwania co do
funkcjonalności, architektury technicznej itp.
Między
matematyką a literaturą
Małgorzata Raciborska: - Ja wiem, że programy kadrowe
potrafią gromadzić informacje tzw. miękkie, czyli systemy
ocen, szkoleń, wyniki assessment center i różne tego typu
informacje o pracownikach. Tylko że to są wszystko
informacje tekstowe. W związku z tym pytanie: jak dostać z
powrotem ocenę pracownika tak, żeby nie musieć czytać tej
całej "literatury". To jest największy problem!
Jacek Moskalew: - Problem polega na tym, że albo to
jest tylko baza danych ujętych liczbowo i pewnych rzeczy się
nie da ująć opisowo, albo plik tekstowy, i wtedy zawiera
pewną "miękkość", gdzie możemy coś w jakiś
sposób nacechować określeniami wartościującymi czy jakąś
ekspresją, ale nie będziemy mogli uzyskać automatycznie
generowanych zestawień. Cenne natomiast jest to, że nie
trzeba grzebać w tekturowych teczkach i łatwo do tych ocen
dotrzeć. Dla mnie już to jest ważne. Pewnych rzeczy nie da
się ująć tylko w sposób liczbowy.
Wyższe
stadium rozwoju
Jacek Moskalew: - Kiedy mówimy o wdrożeniu jako o
dopasowaniu do siebie trzech różnych elementów, tzn.
rzeczywistości firmowej, nowej konstrukcji procesów i
systemu informacyjnego, to pojawia się zmiana o charakterze
jakościowym. Wtedy możemy mówić o wyższym stadium rozwoju
zarządzania potencjałem społecznym firmy. Pani Małgorzata
mówiła, że w jej firmie zaczęto bardzo kontrolować
koszty. Myślę, że to już jest rzeczywiście pewna nowa
jakość. Może daleko jest jeszcze do tych kwestii miękkich,
ale to już coś więcej niż tylko administracja kadrowa i płace.
Piotr Palikowski: - Możemy mówić o wyższym stadium
rozwoju zarządzania potencjałem społecznym przy
zastosowaniu technik komputerowych pod warunkiem, że nie jest
to jedynie informatyzacja istniejących procesów, ale że
wykorzystujemy moment wdrożenia do ich usprawnienia. Różnicą
jakościową może być również to, że system wymusza nowe
zachowania. Dawniej dyrektor personalny nie mógł się
doprosić u innych menedżerów, żeby przeprowadzili oceny
okresowe, a za sprawą systemu komputerowego widać w
intranecie, kto się z nimi spóźnia.
Jeśli chodzi o obsługę kadrową, to wartość systemów
wspomagających zarządzanie uwidacznia się w tym, że możemy
znacznie więcej umieścić tu informacji - także o
charakterze kosztowym. Dyrektor personalny nie musi już szukać
tych danych w dziale finansowym czy sprzedaży, ale one są
dostępne. Zawsze jednak nowa jakość pojawia się wtedy,
kiedy mamy przemyślane koncepcje zarządzania personelem. W
przeciwnym razie informatyzacja sprowadza się do zastąpienia
tablicy ogłoszeń tablicą intranetową. A więc w zależności
od tego, ile włożymy swojej własnej inwencji, tyle zyskamy.
Paweł Berłowski: - Dziękujemy Państwu za udział w
dyskusji.
Źródło: "Personel i Zarządzanie |
|